poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział I

-Weronika jedziesz dzisiaj do Londynu, pakuj się! Wieczorem macie samolot - Odezwał się głos mojej matki.
-Przepraszam gdzie ? I z kim ? I na ile ? 
-Do Londynu z Beatą na stałe. Razem z jej mamą ustaliłyśmy, że tak będzie lepiej. Dojrzejecie. Znajdziecie prace i poznacie kogoś.
-A co z mieszkaniem ? Mamy tak na ulicy wylądować ?
-Mieszkanie jest już wynajęte, chwilowo z mamą Beaty będziemy za nie płacić puki się nie ustatkujecie. 
No pięknie. Ja nawet nie mam 17 lat.. dobra nie ważne. Ale dla mnie chyba lepiej, tak mi się zdaje. No, wakacje nareszcie. Zero szkoły, zero zmartwień mamy, więc czemu nie ? Moge jechać nawet lepiej dla mnie. Ruszyłam moją zgrabną dupcie z łóżka i ruszyłam w stronę biurka po telefon. Odblokowałam go i napisałam sms do Beci. "Cieszysz się z okazji wyjazdu do Londynu ? Ja tak, jaram się *.*"
Odłożyłam telefon i zaczęłam ścielić łóżko. Ostatni dzień w domu więc będę właściwie postaram się być grzeczna. Ruszyłam na dół po pustą walizkę by się zaczął pakować. Można powiedzieć, że się ciesze. Wywaliłam wszystko z szafy i stwierdziłam, że wezmę wszystkie ładne ciuchy i takie sobie. Pakowanie przerwał mi dźwięk sms od Beci: "  Czy ja wiem... nie mamy nawet 17 lat a one nas wysyłają do innego kraju, nie znając nikogo... a język ? Uhh. Nie wiem czy to najlepszy pomysł" Becia jest panikarą, dosyć mocną... Napisałam jej tylko, że to wspaniały pomysł i żeby się już pakowała oraz kupiła paczke fajek na drogę bo  nie wiadomo czy nam tam sprzedadzą. Po spakowaniu rzeczy była już 14 a o 18 był samolot czyli nie dużo czasu. Poszłam do łazienki się ogarnąć i ubrać.  
Uhh placki ? Hhahaha. Usiadłam na łóżku oglądając ostatnie minuty mojego pokoju. Żegnam się z nim na jakiś czas.. oby na długo.
-Weronika ! Schodź, musimy na lotnisko jechać bo się spóźnimy a jeszcze bo Beate jedziemy.
-Już ide mamo !
Tak właśnie, musiałam iść na dół. Wyszłam z domu bardzo smutna no bo nie chciałam opuszczać tak wcześnie mojego małego mieszkanka. Ale cóż... Usiadłam na tylnych siedzeniach przyglądając się jak tata pakuje walizki to bagażnika. Nie byłam zbyt szczęśliwa.
-Gotowa ? - zapytał ojciec.
-Tak, możemy jechać. - Wyszeptałam
Jechaliśmy około 10 minut bo do Beaty nie było za daleko. Podjeżdżając widziałam smutną mine Beaty która nie była zadowolona z powodu wyjazdu. Usiadła koło mnie.
-Masz ? - szpełam
- Nawet cztery paczki.
- To dobrze. Kocham Cie Beciu. - Pisnęłam i przytuliłam przyjaciółkę. Znam ją tak długo, że moje życie bez niej nie ma sensu.. Zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już na lotnisku. Tak właśnie, na dużym Warszawskim lotnisku. Ruszyliśmy w stronę odprawy.
-Samolot do Londynu numer 528 wyruszy w lot za 30minut, osoby które nie odbyły odprawy prosimy do bramki numer 4. Dziękujemy. - Odezwał się głos na całe lotnisko.
- No to już chyba pora- rzekła moja mama.
-Będe za Wami tęsknić...
- My za Tobą też córciu. Trzymaj, masz od nas na pierwsze dwa miesiące 10 tysięcy funtów. Liczymy, że szybko tego nie przetracisz. - Odezwał się tata
- Na pewno. Dobra ja już ide.. zaraz odleci bez nas. Hahaha kocham Was. Będe dzwonić i tak dalej. - Przytuliłam rodziców i złapałam Becie za ręke i poszłyśmy na odprawę. Trwało to wieki ale w końcu udałyśmy się do samolotu gdzie zmęczone szybko zasnęłyśmy...


_____________________________________
HEHEHEHESZ. :DD Komy, 3 komy i następny
rozdział <3 
 

2 komentarze:

  1. Boski.<3
    Czekam na następny.*o*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej *-* Ślicznie *-* czekam na 3 rozdział :) Pisz dalej :) Strasznie mi sie podoba i jestem ciekawa co będzie w następnym <3

    OdpowiedzUsuń